27.08.2017

Ulubione tusze do rzęs


Dzisiaj przychodzę do Was z przyjemnym, rzeczowym i krótkim postem. Przecież nie zawsze musi być ambitnie, prawda? ;) Tak jak obiecywałam Wam w którymś z projektów denko, przygotowałam dla Was post o moich ulubionych tuszach do rzęs. Maskary do rzęs to chyba najważniejsze produkty w makijażu, bez których jest on niepełny, niedokończony. Ile razy śpiesząc się i wykonując minimalistyczny makijaż, stawiamy jedynie na tusz, rezygnując z innych etapów makijażu? Pokryte czarnym tuszem rzęsy nadają twarzy więcej wyrazu, optycznie powiększają oczy, a samo spojrzenie jest bardziej zalotne. Przy użyciu dobrego tuszu możemy uzyskać efekt sztucznych rzęs, idealnie je wydłużyć, rozdzielić, przy jednoczesnym wciąż naturalnym wyglądzie. Akurat w moim wypadku dobór odpowiedniej maskary robi różnicę. Zacznę od tego jakie mam rzęsy. Są one, podobnie jak włosy, dość cienkie, delikatne, ale całkiem długie i naturalnie podkręcone. Dobry produkt dodaje im objętości i sprawia, że z prawie niewidocznych włosków tworzy się wachlarz rzęs. Jest to na tyle istotne, że jako posiadaczka małych oczu, niezwykle cenię sobie efekt dobrze podkreślonych rzęs, który ładnie otwiera oko. Jeśli chodzi o tusze jestem więc bardzo wymagająca i niewiele produktów spełnia moje kryteria. Nie zadowolę się byle czym i wiele tuszy w swoim życiu miałam okazję testować. Jeśli jesteście ciekawi, które z nich w pełni spełniły moje wymagania, to zapraszam do dalszej części wpisu...


L'Oreal Volume Million Lashes So couture so black, tusz loreal, Loreal, tusz do rzęs,

★ L'Oreal Volume Million Lashes So couture so black

Tusze z L'Oreal są przeze mnie dobrze znane i lubiane. Byłam zachwycona klasyczną, złotą wersją Volume Million Lashes i postanowiłam wypróbować innych tuszy z tej serii, których w ostatnim czasie jest jeszcze większy wybór. Szczerze powiedziawszy żadna maskara z  tej firmy mnie nie zawiodła i z każdej byłam zadowolona. Na L'Oreal mogę więc stawiać w ciemno, ich produkty do rzęs są niezwykle wysokiej jakości, o idealnej konsystencji od pierwszego użycia i dobrej wydajności. Każdy model tuszu ma dobrze przemyślaną i zaprojektowaną szczoteczkę, która dociera nawet do najmniejszych włosków i idealnie pokrywa je tuszem. Sam tusz od początku jest dobrej gęstości, a z czasem robi się jeszcze lepszy. Pokryte nim włoski są wciąż elastyczne i nie są obciążone. Tusz długo utrzymuje świeżość, około trzy miesiące od otwarcia, a nawet dłużej. Konkretnie ta wersja, którą dziś przedstawiam, czyli so couture, jest warta zainteresowania. Charakterystyczna dla tego tuszu jest, mogłoby się wydawać, zwykła, silikonowa szczoteczka. Mimo to jest ona idealnych rozmiarów, ma gęste, odpowiedniej długości włoski, które pokrywają idealną warstwą tuszu wszystkie włoski. Po dwóch warstwach otrzymujemy piękny, naturalny efekt elastycznych, błyszczących rzęs. Można z nim popracować i nakładając kolejne warstwy uzyskać bardziej spektakularny efekt. Ja bardzo lubię tą maskarę właśnie za ten dzienny efekt. Wersja so black dodaje włoskom jeszcze bardziej intensywnego koloru i muszę przyznać, że o wiele bardziej mi się podobała niż wersja klasyczna. Tusz ma również piękny, dość oryginalny zapach! Jeśli chodzi o produkty do oczu uważam, że jest to tylko dodatkowy bajer, który nie wpływa na jego działanie. Maskara ta ma jednak dwie wady, którym można jednak w łatwy sposób zaradzić. Po pierwsze, jest niesamowicie trwała. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie był również trudny do usunięcia z rzęs przy demakijażu. Zwykły płyn micelarny na pewno nie da sobie z nim rady, ale dobry płyn dwufazowy już tak. Tusz nie osypuje się w ciągu dnia, ma jednak tendencję do odbijania się na górnej powiece w ciepłe dni lub na powiece skłonnej do przetłuszczania. Radzę sobie z tym pokrywając całą powiekę aż pod łuk brwiowy bazą pod cienie, a następnie ją przypudrowując lub pokrywając beżowym cieniem. Robię tak praktycznie w każdym makijażu, więc nie jest to dla mnie jakiś dodatkowy krok. Mimo tych wad bardzo lubię tą maskarę i często do niej wracam. Wadą może być również cena, można jednak polować na rożnego rodzaju promocje lub zamawiać online. 

Max Factor False Lash Effect Mascara,

Max Factor False Lash Effect Mascara

Ten tusz był dla mnie dużym zaskoczeniem. Nie znam wielu kosmetyków z tej marki, natomiast o tuszach słyszałam wiele dobrego. Namiętnie używała go moja koleżanka, bardzo go zachwalała, więc w końcu dałam się jej namówić i zakupiłam własny egzemplarz. Przestraszyłam się jednak jego wielkiej, w porównaniu do L'Oreala, szczoteczki i dość dużej gęstości samego tuszu. Moje obawy okazały się jednak nie być słuszne i tusz okazał się naprawdę fantastyczny, a podczas jego używania dostałam nawet kilka komplementów na temat moich rzęs. Tutaj również znajduje się duża, gęsta, silikonowa szczoteczka, którą trzeba jednak wyczuć i nauczyć się operować. Już od pierwszej warstwy daje mocny efekt na rzęsach, nie jest to dzienniaczek jak so couture. Gdy mocnej się namachamy otrzymujemy spektakularny efekt niemal sztucznych rzęs, tak jak to obiecuje producent. Rzęsy są idealnie rozczesane, nie są sklejone, nie twarzą się pajęcze nóżki. Tusz zachwyca trwałością, nie osypuje się i nie odbija na powiece. Dobrze się zmywa. Po jego użyciu rzęsy są ciągle elastyczne. Myślę, że jest to podobna forma tuszu jak w bestsellerze tej firmy 2000 Calorie, tylko zamknięta w innym opakowaniu. Jeśli podobnie jak ja byliście zadowoleni z tej wersji, to False Lash również przypadnie Wam do gustu. 

bourjois volume reveal,

Bourjois Volume Reveal Mascara 

Ten, w gruncie rzeczy nowy produkt na rynku, podbił już wiele serc i szybko zrobiło się o nim głośno. Tusz ten wyróżnia oryginalne opakowanie z lusterkiem i ciekawa, sylikonowa szczoteczka. Gdy tylko zobaczyłam pierwsze zdjęcia tego tuszu wiedziałam, że muszę go wypróbować na moich rzęsach. Najbardziej przemówiła do mnie szczoteczka, bo jest taka jakie lubię najbardziej, posiada gęsto rozstawione włoski, które docierają do najmniejszej rzęsy. Maskarę zamówiłam online, gdzie możemy ją kupić o wiele taniej. Musiał się sprawdzić, bo inaczej w tamtej sytuacji zostałabym bez tuszu. I co? I miłość od pierwszego użycia! Dwie warstwy dały wspaniały efekt, na szczoteczkę nabiera się odpowiednia ilość produktu, a dzięki niebanalnemu opakowaniu malowanie rzęs to czysta przyjemność. Nagle na moich oczach miałam kilkukrotnie więcej rzęs i były one wspaniale długie, dobrze rozczesane, gładkie i sprężyste. Opakowanie to nie tylko innowacja z lusterkiem, bo dzięki temu, że jest w formie trójkąta o wiele wygodniej leży w dłoni. Wiele razy zdarzało mi się, że źle złapany tusz, gdy malowałam się w pośpiechu, wypadł mi z ręki, podczas gdy chciałam zmienić pozycję szczoteczki. Tutaj nie muszę się o to martwić. Lusterko również okazało się przydatne. Korzystam z niego do usuwania zabrudzeń, które się zdarzyły podczas malowania, a także do poprawek całego makijażu oka. Sprawdza się do tego rewelacyjnie i naprawdę dobrze jest mieć taki gadżet w swojej kosmetyczce. Sam tusz jest niezwykle wydajny, mam go już całkiem długo i dopiero niedawno zauważyłam pierwsze oznaki starzenia. Jest trwały, dzielnie trwa na włoskach od rana do wieczora. Nie osypuje się, nie kruszy. Nie odbija się na górnej powiece i dobrze się zmywa. Jestem nim oczarowana i tak jak do wszystkich wymienionych dzisiaj tuszy, do tego z chęcią będę wracać. 

L'Oreal Volume Million Lashes So couture so black, Max Factor False Lash Effect Mascara, Bourjois Volume Reveal Mascara

Dobry tusz do rzęs to podstawa makijażu. Tak jak mogliście zauważyć czytając post, u mnie bardzo ważną rolę odgrywa szczoteczka. Najbardziej lubię te silikonowe z dużą ilością włosków, które gwarantują mi idealne pokrycie włosków tuszem i precyzję malowania. Swego czasu zużyłam niezliczoną ilość opakowań tuszu z Oriflame Wonder Lash, który kochałam, a jego cena była idealna jak na studencką kieszeń. Kto go pamięta? Bardzo lubiłam też tusz z L'Oreal False Lash Wings, który posiada dość dziwaczną, asymetryczną szczoteczkę. Mimo to częściej wybieram jednak te klasyczne, okrągłe szczoteczki. Nie przepadam natomiast za standardowymi (niesylikonowymi) szczoteczkami, bardzo "włochatymi", podkręconymi lub innymi, bardzo wymyślnymi. Mam wrażenie, że nie docierają do każdej rzęsy, nie czeszą ich, a bardziej sklejają i jedynie pokrywają włoski z wierzchu. Nie używam też tuszy pogrubiających, bo dają na moich rzęsach tragiczny efekt małych, grubych, sklejonych włosków, czego nienawidzę. Bardzo ważne jest, żeby dobrać odpowiedni tusz do swoich potrzeb. Jeśli posiadamy naturalnie długie i gęste rzęsy, dobrze powinien się sprawdzić tusz pogrubiający. Jeżeli nasze włoski są krótkie i proste, możemy wybrać ten o podkręcająco-wydłużających właściwościach. Wiele jednak zależy od samej formuły tuszu, rodzaju szczoteczki, budowy naszego oka i oczywiście osobistych preferencji.

A jak jest u Was? Jakie są Wasze ulubione tusze do rzęs, a za jakimi nie przepadacie? Czy wybór odpowiedniego tuszu też jest dla Was tak istotny jak dla mnie? Chętnie poznam Wasze propozycje!

64 komentarze:

  1. Zam loreal tusz i go również uwielbiam :)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to jedna z lepszych maskar na rynku ;)

      Usuń
  2. Nie miałam żadnego z tych tuszy, acz million dollars polecała mi koleżanka. Za to Oriflame Wonder Lash również używałam namiętnie swego czasu <3 Lubię też bardzo pewien tani jak barszcz tusz - Lash Extension od Lovely. Pozdrawiam!
    Blonde Kitsune

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loreal gorąco polecam, na jakiejś ostrej promocji lub online warto na niego polować ;)
      Ten Wonder Lash z Oriflame był wspaniały, czy jeszcze go produkują? Malowałam nim rzęsy całe studia, używały go moje koleżanki, zamawiałyśmy go hurtowo ;D
      Tego z Lovely nigdy nie miałam, ale wiele o nim słyszałam dobrego.
      Nie musisz zostawiać linków do swojego bloga, zawsze odwiedzam osoby komentujące post :) ;*

      Usuń
  3. Przez jakiś czas Bourjois Volume Reveal Mascara była moim numerem jeden. Teraz zmieniło się to na rzecz Loreal Baby roll :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam szczerze, że ten Loreal mnie kusi, acz szczoteczka trochę przeraża ;) Pewnie go wypróbuję w przyszłości, bo teraz mam dwa tusze w zapasie ;) Dziękuję za polecenie ! ;D

      Usuń
  4. Żadnego z tuszy nie znam, ale kusi mnie Loreal i na pewno w końcu będzie mój :D Z moich ulubieńców to zdecydowanie należy do nich 2000 calorie od Maybelline i pump up lovely :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2000 Calorie rownież bardzo lubię, zaskoczyła mnie jego trwałość ;)

      Usuń
  5. Nie miałam żadnej z tych maskar, ale moim ideałem jest maskara Lash Sensational od Maybelline :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha akurat ta wersja się u mnie kompletnie nie sprawdziła ;) Miałam tusze z Maybelline, chyba najlepiej wspominam wersje the one by one w pomarańczowym czy tam różowym opakowaniu ;) Nie wiem, czy jeszcze jest w ogóle dostępna ;)

      Usuń
  6. Czy ja wiem, czy post krótki... świetnie i moim zdaniem wystarczająco podsumowałaś swoje ulubione tusze. U mnie jest tak samo - tusz pełni podstawę makijażu, generalnie mogę się nie malować, ale lubię mieć wytuszowane rzęsy ;) póki co używam już mój trzeci tusz od YR i znowu to nie jest to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest krotszy od wczesniejszych wpisów, jak już się zabralam za pisanie to trochę tego wyszlo, nie zaprzeczam 😉 Ogolnie lubie pisac, przychodzi mi to z łatwością, wiec postów składających się z kilku zdań i w wiekszosci ze zdjęć u mnie raczej nie będzie 😂
      U mnie bardzo podobnie, bez tuszu nie wyjde. Wyglądam wtedy jak zaspana i chora, a moich oczu wcale nie widać. Mialam kiedyś tusz z YR i pamietam, ze byl niestety przeciętny 😉

      Usuń
  7. Bardzo ciekawi mnie ten Bourjois, bo wiele pozytywnych opinii o nim słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również bardzo ciekawił i nie żałuję, że spróbowałam ;)

      Usuń
  8. Z Loreala raz miałam, ale się u mnie nie sprawdził. Za to z Max Factora tusze lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam, wiele zależy od naszych rzęs i osobistych preferencji ;) Tusze z MF są bardzo dobrej jakości, chyba nawet nie znam innych kosmetyków tej marki, tylko tusze ;P

      Usuń
    2. To prawda, mam tak samo :)

      Usuń
  9. Nie miałam żadnego, ale wyglądają fajnie i koniecznie muszę się na któryś skusić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mam nadzieję, że dziś uda mi się dorwać Bourjois na promocji:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoj zamowilam na Allegro w jakims sklepiku z kosmetykami i zaplaciłam za niego jakos 30 pare zl z przesyłka 😉

      Usuń
    2. teraz tez super promocja w SP bo wyszedł równo 30zł:D

      Usuń
  11. Ja lubię tusze pogrubiająco-wydłużające, robiące co tylko możliwe, false lashes effect. ;) Mój ulubieniec to Loreal Volume Million Lashes Excess Noir i YSL False Lashes Effect. Ten So Couture miałam i nie robił mi efektu. Max Factora też miałam, lepiej niż So Couture, ale nie pozostał moim ulubieńcem. Jestem bardzo ciekawa tego nowego Bourjois. Jest w planach. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bourjois Volume Reveal Mascara polecam serdecznie ;) Powinnaś być z niego zadowolona, bo wszystko robi :P

      Usuń
  12. Ja przy wyborze tuszu zawsze zwracam uwagę na to, czy podkręca, wydłuża i pogrubia rzęsy. Właśnie takie lubię maskary najbardziej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze patrze, czy tusz ma dopisek Volume :P jeśli tak, to znaczy, że zrobi z moimi rzęsami wszystko co lubię ;)

      Usuń
  13. Miałam już wiele tuszy z Loreal a tego wciąż nie ;) muszę w końcu spróbować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco ;) Wszystkie tusze z Loreal są moim zdaniem godne uwagi, każdy znajdzie wśród nich coś dla siebie ;)

      Usuń
  14. U mnie So Couture się nie sprawdził bo za bardzo sklejał, szczoteczka z krótkimi ząbkami w połączeniu z mokrą konsystencją to nie jest rozwiązanie dla mnie :D False Lash Effect miałam i miło wspominam, choć to było dawno. Bourjois nie miałam. Bardzo lubię 2000 Calorie i Masterpiece Max. Lubię też żółty tusz Lovely, ale on tak szybko wysycha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masterpiece Max właśnie czeka u mnie w zapasie na swoją kolej ;) Będę go porównywać do False Lash, mam nadzieje, że okaże się równie dobry ;)

      Usuń
  15. Wonder Lash z Oriflame to był ten taki fioletowy? Jeśli tak, to też miałam go całe zapasy, później jednak z przyczyn osobistych postanowiłam całkowicie zakończyć epizod z Oriflame ;)

    Ten tusz z L'Oreal zdobywa co chwile tyle pozytywnych opinii, że wypadałoby przy najbliższej większej promocji w końcu powiedzieć mu "pakuj się do koszyka" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, był w takim fioletowym opakowaniu i miał taką fajną, asymetryczną szczoteczkę ;) Chyba nie ma go już sprzedaży ;) A szkoda.
      Tusz so couture polecam gorąco. Miałam tą zwykłą wersję, jak i wersję so black i zawsze byłam zadowolona.
      ps gorzej jak Ci odpowie w sklepie "sama się pakuj" jak w tej reklamie m&Ms :P

      Usuń
  16. Aż sprawdziłam jak wygląda ta szczoteczka tuszu Oriflame :D Rzeczywiście jest przedziwna :D Aaa ja się postanowiłam przenieść na naturalną stronę mocy pod względem makijażowym. I cholibka czuję się jakbym w ogóle rzes nie miała pomalowanych -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfu, False Lash Wings miałam na myśli! :D

      Usuń
    2. I jeden i drugi miał dość oryginalną, asymetryczną szczoteczkę ;)
      Również chce wprowadzić w swoim makijażu bardziej naturalne produktu, ale tuszu nie wymienię na nic innego ;)
      A czego konkretnie używasz zamiast tuszu?

      Usuń
  17. Też bardzo lubię ten Bourjois ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wymyślny, ale jest bardzo dobry. Porządny tusz ;)

      Usuń
  18. Loreal So Couture to mój ulubieniec :D

    OdpowiedzUsuń
  19. A mnie się jeszcze nigdy nie zdarzyło nałożyć tylko tuszu :) U mnie podstawa to podkład i korektor, tusz mogę ewentualnie pominąć :D A żadnego z twoich ulubieńców nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi się zdarzyło np na ostatnich wakacjach ☺️ Kiedy buzia jest w dobrym stanie lubię nic na nią nie nakładać, szczególnie latem 😉

      Usuń
  20. Miałam tylko L'oreal który dosyć długo był moim księciem z bajki,ale jednak stara klastyczna wersja Max Factor 2000 podbiła moje serce na nowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również lubię wracać do klasycznego MF 2000, to jedyny tusz z klasyczną szczoteczką, który toleruję ☺️

      Usuń
  21. L'Oreal to również mój ulubieniec! Aż żałuję że tak późno po niego sięgnęłam, jest naprawdę świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam wersję so black i zwykłą i z obu byłam zadowolona ;)

      Usuń
  22. uwielbiam ten tusz z loreala i jeszcze bardzo lubię różowego Maybelline :) a MaxFactora wieki już nie używałam i chyba coś kupie niedługo żeby sprawdzić jak teraz działa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam ciepło ten MF False Lash Effect ;) Wart jest przetestowania :))

      Usuń
  23. Gdy przychodzi ten dzień gdy muszę zdecydować jaki tusz wybrać jestem trochę podłamana. Powiem szczerze, że jeszcze nie odnalazłam tuszu który by mnie zadowolił w 100%. Co do moich rzęs to jestem bardzo z nich dumna, są długie i podkręcone, odziedziczyłam je po tacie. :-D Tylko te tusze... :-/ Obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz tak piękne, naturalne rzęsy,to może zamiast tuszu wystarczy tylko henna ? Lub jakiś inny tusz, który daje delikatny efekt, jak ten z Loreal ;) A może taty trzeba zapytać co by wybrał ? :P
      Dziękuję za obserwacje ;)

      Usuń
  24. Mam z loreala i bardzo sobie go chwalę ;)
    www.wkrotkichzdaniach.pl

    OdpowiedzUsuń
  25. Znam jedynie pierwszy z nich, lubiłam, ale nie wrócę do niego ze względu na trudne zmywanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, to główna wada tego produktu. U mnie jednak dobrze schodził płynem dwufazowym np z Garniera :)

      Usuń
  26. Tak myślę czy używałam któregoś z tych tuszy... Raczej nie :)Muszę przyznać, że wszystkie mnie zainteresowały, mają fajne szczoteczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy wyborze tuszu zwracam głownie uwagę na szczoteczkę ;)

      Usuń
  27. przypomnialam sobie ze mam fioletowy gdzies

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dobrze, że Ci przypomniałam ? ;)

      Usuń
  28. Dla mnie również wybór odpowiedniego tuszu jest bardzo istotny :) Uwielbiam ten tusz z Max Factora. Jeśli chodzi o tusze L'Oreala, to moim faworytem jest Volume Million Lashes Excess ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tej wersji jeszcze nie miałam ;) Ona chyba ma największą szczoteczkę ze wszystkich z tej serii, a ja mam takie male oczka, że pomalowałabym sobie brwi dodatkowo ;P

      Usuń
  29. nie znam żadnego z nich :) aktualnie używam najnowszego tuszu Oriflame i jest bardzo ciekawy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd przestałam kupować wonder lash z tej firmy, kompletnie nie wiem co się znajduje u nich w ofercie ;P

      Usuń
  30. Ja z tym z Loreala się dogadać nie mogę dla mnie średniak i nie ma tego o czym inni mówią ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co rzęsy to inny efekt ;) Ja się nie mogę dogadać z Lash Sensational Mascara z Maybelline, wyrzuciłam ją do śmietnika ;)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.