20.07.2017

Ochrona przeciwsłoneczna. Moje podejście


Pomysł na ten wpis powstał jeszcze przed moim urlopem, czyli pod koniec czerwca. Zalała nas wtedy fala upałów, które dobrze dały nam się we znaki. Nie wspominając już, jak bardzo uporczywe są upały w dużym mieście, przykładowo podczas poruszania się komunikacją miejską itd., sprawiają, że nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować. Gdy tylko się pojawiły zaczęłam wprowadzać do swojej pielęgnacji wyższą i skuteczniejszą ochronę przed promieniowaniem słonecznym. Robiłam to również z tego względu, że jesienią i zimą używałam kwasów, a skóra jest wtedy bardziej podatna na przebarwienia i fotodermatozy. Praktycznie cały rok staram się pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej, min. 20 SPF. Może być to podkład, krem na dzień, emulsja. Wspomnę jeszcze raz, że mam cerę naczynkową z wyciszonym rumieniem i taka ochrona jest w moim przypadku wręcz niezbędna, ale nie zawsze tak było... O tym właśnie będzie dzisiejszy post, jak zmieniało się moje podejście w kwestii ochrony przed słońcem, jak nie popaść w paranoję i jak sprawić, żeby kremy z filtrem stały się częścią naszej codziennej pielęgnacji. Jeśli jesteście ciekawi, co mam do powiedzenia w tym temacie, to zapraszam Was do dalszej części wpisu... 

Vichy Idéal Soleil Matujący krem do twarzy SPF 50, Olivaloe SPF 30 z aloesem i oliwą z oliwek, Kremy do twarzy do opalania, kremy z filtrem, kremy do opalania, Vichy, Olivaloe,

Ochrona twarzy

Po tym, jak usłyszałam od dermatologa, że moja skóra ma tendencję do pękania naczynek i zaczerwienień, że trzeba się z nią obchodzić jak najdelikatniej, nie używać mocnych peelingów i pamiętać o wysokim filtrze cały rok, byłam trochę zmieszana, bo kremy z filtrem kojarzyły mi się z gęstą, mleczną, klejącą konsystencją. Jak mam to sobie nakładać na twarz? I jeszcze nakładać na to makijaż, tragedia. Było to ładnych kilka lat temu, wybór w sklepach był mniejszy, a ceny niezbyt przystępne jak na studencką kieszeń. Przeszukałam Internet w celu znalezienia dobrego kremu w normalnej cenie, do dziś pamiętam krem z Dermedic, który kleił się niemiłosiernie. Oczywiście szukałam czegoś o jak najwyższym stopniu ochrony, czyli 20, 30 SPF. Nie będę wspominać może o kremach z filtrami 5 czy 10 SPF, bo moim zdaniem to żadna ochrona, biorąc pod uwagę, że krem nakładamy rano i nie ponawiamy już aplikacji. Jednym z lepszych kremów, oczywiście z wyższej półki, okazał się krem z Vichy Idéal Soleil Matujący krem do twarzy SPF 50. Wiele moich koleżanek go zachwalało, w Internecie zbierał wiele pozytywnych opinii, wybrałam wersję matującą za radą konsultantki w Super Pharm, wydawał się to sensowny wybór na lato. Krem ma konsystencję lekko żółtej, lejącej emulsji. Szybko się wchłania i nie bieli. Faktycznie działa, o czym mogłam się przekonać, bo był z nami na wakacjach w cieplejszych zakątkach świata. Gdy wykonywałam na nim makijaż to miałam wrażenie, że moja twarz jest wtedy idealnie gładka i wyglądała nienagannie delikatnie zmatowiona, jak gdyby satynowa. Nie zauważyłam zmniejszenia jego skuteczności w ciągu dnia, a wiem, że aplikację powinno się powtarzać, co czynię chętnie na plaży, ale nigdy nie zmywałam do tego kilkukrotnie w ciągu dnia makijażu. Oczywiście nie była to już tak wysoka ochrona jak zaraz po aplikacji, mimo to moja cera wciąż pozostawała nietknięta przez promienie słoneczne, zwykle o kilka tonów jaśniejsza od reszty ciała. Ma on jednak wadę, po jakimś czasie delikatnie wysusza skórę, a osoby z podrażnieniami na twarzy (np. mężczyźni po goleniu) podczas aplikacji mogą odczuwać pieczenie. Żeby to zminimalizować nakładałam pod niego jeszcze lekki krem nawilżający, oczywiście nie z każdym się dogadywał i lubił się rolować. Bardzo mnie to irytowało i do tej wersji raczej już nie wrócę. 
W tym roku zapragnęłam połączenia naturalnego kremu i ochrony. Zdecydowałam się na krem Olivaloe SPF 30 z aloesem i oliwą z oliwek. Ten produkt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył! Ma konsystencję jak zwykły krem na dzień, delikatnie bieli, ale po kilku sekundach się wchłania. Dość intensywnie pachnie, można jednak się do tego przyzwyczaić. Ale co najważniejsze chroni i pielęgnuje jednocześnie! Dobrze nadaje się też pod makijaż, oczywiście skóra po nim bardziej się świeci niż po zwykłym, lekkim, dziennym kremie, lecz podczas upałów wszystko spływa z twarzy. Buzia jest po nim ładnie nawilżona, miękka, podczas powtarzania aplikacji na plaży czułam wspaniałe ukojenie. Serdecznie polecam Wam ten krem. 
Kiedy upały przestają nas męczyć, a temperatura się stabilizuje na poziomie 20 stopni, staram się pamiętać o tym, żeby przynajmniej jeden produkt na mojej twarzy zawierał filtr. Może być to podkład np. Revlon CS z filtrem 20 SPF, mineralny podkład z Golden Rose z filtrem 15 SPF, czy też krem na dzień o ochronie minimum 20 SPF. Gdy nie przebywam cały dzień na dworze w ostrym słońcu, nie widzę sensu wyższej ochrony. Krem z filtrem to dość duże obciążenie dla naszej cery, kolejna chemia jaką na nią nakładamy (o ile nie są to filtry fizyczne). Myślę, że ochrona na poziomie 20-30 SPF w naszym klimacie i nasłonecznieniu jest absolutnie wystarczająca. Oczywiście wszystko też zależy od rodzaju skóry i osobistych predyspozycji do podrażnień przez promieniowanie UV.

Sundance Schutz und Braune z filtrem SPF 30, Kolastyna ochrona i opalenizna z filtrem 20 SPF, krem z filtrem, ochrona przeciwsłoneczna,

Ochrona skóry 

Przyznam się szczerze i bez bicia, że nie zawsze o niej pamiętałam. Niestety we wcześniejszych latach, jako nastolatka, żyłam w totalnej nieświadomości. Niestety mało się mówi o tym, co może spowodować zbyt duża ekspozycja na słońce. Nie wiem dlaczego wciąż przez niektóre osoby powtarzane jest to kłamstwo, że słońce jest zdrowe. Dla naszego umysłu i samopoczucia tak, dla naszej skóry niestety nie. Wracam pamięcią do czasów, gdy razem z koleżankami opalałyśmy się na miejskich basenach na ciemny brąz, oczywiście bez żadnej ochrony i nie raz zeszła nam skóra. Krem z filtrem nosiło się w plecaku, bo mama kazała, a nikt się nie smarował więcej razy niż tylko przed wyjściem z domu. Dlaczego to robiłam? Bo nie miałam pojęcia, że robię sobie krzywdę. Nikt mi nie powiedział co to jest czerniak oraz inne zmiany na skórze, które mogą się pojawić pod wpływem słońca. Przecież słońce jest zdrowe, prawda? Teraz myślę już bardziej racjonalnie i wyjście na plażę bez kremu z filtrem u mnie nie przejdzie. Nie popadam w paranoję, uważam jednak, że dlaczego mam doprowadzić do poparzenia mojej skóry, o którą dbam z czułością przez cały rok: peelinguję, wsmarowuje balsamy, biorę odżywcze kąpiele. Teraz na rynku mamy dostępne wspaniałe balsamy do opalania z wysoką ochroną, dzięki którym nabierzemy delikatnej opalenizny w bezpieczny sposób. Są lekkie i nawilżające jak balsamy, pięknie pachną i komfortowo się aplikują. Na plażę polecam wersję w formie sprayu, którą łatwo i szybko można powtórzyć aplikację po kąpieli w basenie czy morzu. Podczas ostatniego wyjazdu towarzyszyły mi te dwa balsamy, czyli Sundance Schutz und Braune z filtrem SPF 30 oraz Kolastyna ochrona i opalenizna z filtrem 20 SPF. Bardzo lubię taką formę balsamów do opalania, dzięki nim moja skóra nie jest biała, a jedynie lekko muśnięta słońcem, w złotym odcieniu. Dzięki zawartości składników, takich jak m.in. masło kakaowe ułatwiają opalanie przy zachowaniu należytej ochrony. W tym roku Sundance spisał się wspaniale w palącym słońcu Sycylii (swoją drogą Mario Puzo wiedział o czym pisał). Pięknie kakaowo pachniał, wchłaniał się jak balsam i nie brudził stroju, nie kleił się. Po kąpieli w morzu wciąż czułam na sobie warstwę balsamu. Podczas tego wyjazdu, w czasie plażowania, nie zdarzyło się nam poparzenie słoneczne, zaczerwienienie, ból czy schodząca skóra. 
W okresie upałów w mieście staram się zawsze posmarować ręce i ramiona, gdy są odkryte. Pamiętam również o dekolcie, smaruje go obficie tym samem produktem, którego używam do twarzy. Warto kremem potraktować też stopy, które odsłonięte w sandałach także są narażone na promienie słoneczne.

Sundance Aloe Vera Après Gel, Aloe Vera Après Gel, żel aloesowy, aloes, aloes po opalaniu,

Pielęgnacja po opalaniu

Ciepłe, suche powietrze, słona woda, słońce - to wszystko wpływa na stan naszej skóry. Po dłuższej ekspozycji na słońce, po zejściu z leżaka, warto zaserwować swojej skórze łagodzący kompres. Znakomicie w tej roli spisuje się aloes i wszystkie produkty, żele, emulsje, które mają go w składzie. Aloes chłodzi, łagodzi podrażnienia, zmiękcza skórę. Ja niezmierne upodobałam sobie ten żel z Sundance dostępny w drogerii DM, czyli Aloe Vera Après Gel, który oprócz aloesu zawiera również panthenol, allantoinę i glicerynę, więc działa kompleksowo. Uwielbiam nakładać go na rozgrzane ciało, wiadomo, że gdzieś zawsze słoneczko liźnie nas mocniej, mimo ochrony. Żel gwarantuje natychmiastową ulgę, nie klei się i szybko się wchłania. Wcześniej używałam podobnego produktu z Rossmanna z marki Sunozon i również był dobry. Oczywiście nie robimy sobie wakacji od pielęgnacji i na przykład na noc można zastosować mocno odżywczy balsam lub masło. Ja polecam wszelkie produkty z masłem kakaowym, skóra dzięki nim nabiera pięknego kolorytu i szybciej staje się złocisto-brązowa. Szybką ulgę przynoszą też wszelkiego rodzaju wody termalne, dzięki zawartości minerałów wspierają naszą skórę w regeneracji po obcowaniu ze słońcem. Małą wodę termalną zawsze noszę w swojej torebce podczas upałów. Najlepsze są takie, których po aplikacji nie trzeba wycierać chusteczką, jak Avene czy Uriage. 
Warto też naszą skórę na spotkanie ze słońcem przygotować. Kilka dni przed wyjazdem na wakacje zastosowałam u siebie mocny peeling kawowy, pozbywając się martwego naskórka i nierówności z mojej skóry. Stawałam mocno odżywcze masło z Nacomi z masłem shea, które sprawiło że moja skóra była nawilżona i jędrna jak nigdy, dostatecznie silna i zadbana by znieść trudy opalania. 
Niezbędnikiem na plaży jest parasol i kapelusz, nie wyobrażam sobie teraz smażenia się w pełnym słońcu na plaży jak na patelni. W chłodnym cieniu parasola o wiele lepiej czyta się książkę lub słucha szumu fal. Okulary z filtrami przeciwsłonecznymi to również must have, ale to chyba jest już oczywiste. 
Staram się unikać mocnego słońca, lubię jego ciepło na moim ciele, ale o wiele bardziej komfortowo czuję się, gdy jestem posmarowana kremem z filtrem z głową w kapeluszu pod parasolem. Nie mam problemu, gdy z urlopu wracam lekko brązowa, a nie spalona na heban. Kocham swoją skórę, jest częścią mojego ciała i nie chce narażać jej na niebezpieczeństwo, wolę unikać nieprzyjemności związanych z poparzeniem słonecznym i cieszyć się słońcem z głową i bez przykrych konsekwencji. 

A Wy używacie kremów z filtrem? Pamiętacie o ochronie cały rok, czy jedynie w okresie letnim? Jakie kremy z ochroną UV polecacie? Czekam na Wasze komentarze! ;-)

24 komentarze:

  1. ja ostatnio spaliłam trochę bo właśnie nie używał żadnego filtru ochronnego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się to zdarza ;) Ostatnio zaraz po przyjeździe na wakacje wybraliśmy się na spacer brzegiem morza, późnym południem. Skończyliśmy ze spalonymi ramionami na czerwono i trochę bolało. Na szczęście woda termalna i aloesowy żel przyniosły ulgę.

      Usuń
  2. Na twarzy używam SPF50 przez cały rok (m.in. tego Vichy), a do ciała uwielbiam Lirene emulsję SPF50, ale sięgam wtedy, gdy spędzam na powietrzu dłużej niż ok. pół godziny-godzinę i mam odsłonięte ciało, czyli np. krótki rękawek ;) A latem bezwzględnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 50 SPF przez cały rok to bardzo duża ochrona, pewnie też powinnam tak robić, ale nie znalazłam jeszcze takiego kosmetyku do twarzy, który miałby wysoki filtr, idealnie nadawał się pod makijaż i był lekki, nawilżający np na zimę ;) wciąż szukam ;)

      Usuń
  3. Też mam problem z naczynkami :( i tak samo jak Ty przykre doświadczenie z kremami przeciwsłonecznymi. Raz nawet posmarowałam się tak, że pół twarzy miałam opalone a drugie pół nie i do tego jakieś palce odbite :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety z cera naczynkowa trzeba ostrożnie na słońcu. U mnie najgorszy moment w roku to wczesna wiosna, skóra po pierwszych promieniach słońca jest bardzo podrażniona i kapryśna. Wg dermatologa powinnam przez cały rok stosować filtr 50 SPF.. czego nie robię ;)

      Usuń
  4. Ale konkretny wpis! Gratuluję wytrwałości, bo na pewno spędziłaś przy nim sporo czasu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa ;) Przyznam szczerze, że zajął mi dwa wieczory, ale wcześniej w głowie ułożyłam sobie wszystko, już podczas wakacyjnego wyjazdu obmyślałam jak ma wyglądać. Wiedziałam co ma zawierać i co chce przekazać i z nowymi mocami po urlopie usiadłam i przelałam to na bloga.

      Usuń
  5. Ja mam do opalania produkty z Lirene i są całkiem dobre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej o nich słyszę, mają bardzo dobre opinie ;) Markę lubię, więc na następny sezon chyba właśnie je wybiorę ;)Dziękuję za polecenie ;)

      Usuń
  6. Ja głównie używam produktów z filtrem latem i wiosną, ale powinnam raczej je stosować także zimą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten problem, tutaj opinie są podzielone. Ja też często na zimę używam kremu bez filtra i nie zauważyłam, żeby mi to szkodziło. Warto sprawdzać wtedy indeks UV w aplikacji pogody w telefonie i w bardziej słoneczne dni ochronę zastosować i nie ma co popadać w paranoję, jeśli nasza cera nie wymaga wyjątkowej troski ;)

      Usuń
  7. Ja stosuję kremy z filtrem, choć aby złapać witaminę D czasem bez filtra zdarza mi się wyjść na słońce na 5 minut i dopiero potem się szczelnie wysmarować.
    Pozdrowionka cieplutkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To również jest dobry pomysł ;) Wydaje mi się, że mimo filtrów witamina D jakoś przenika przez naszą skórę w ciągu dnia ;)

      Usuń
  8. U mnie filtr na twarzy to must have. inne części ciała mogę spalić ale twarz nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie bardzo podobnie. Twarz mam zwykle kilka odcieni jaśniejszą niż resztę ciała, dbam o nią szczególnie ;)Zawsze mogę to wyrównać bronzerem ;)

      Usuń
  9. Bardzo fajny blog! na pewno zostanę na dłużej,
    już obserwuję :)
    i zapraszam do mnie: https://anastyle14.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, bloga z pewnością odwiedzę ;)

      Usuń
  10. Ja używam i bardzo podoba mi się Twoje podejście i je popieram. Staram się też dbać o to żeby filtr nakładać cały rok i mam nadzieję, że w przyszłości to za plusuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Ochrona przeciwsłoneczna to pielęgnacja, której skutków nie widać od razu, ale podobnie jak Ty myślę, że to zaprocentuje w przyszłości ;)

      Usuń
  11. ja używam filtrów tylko jak są duże upały :) ale na twarzy mam praktycznie zawsze podkład z spf :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Podoba mi sie krem Vichy. Czegoś takiego szukam dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz mieszaną lub przetłuszczającą się skórę, to będzie dla Ciebie idealny ;)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.