22.06.2017

Ulubieńcy kwietnia i maja


Witajcie! Dziś przychodzę do Was z postem na temat moich ulubionych kosmetykach w ostatnim czasie. Niestety na moim blogu posty tego typu nie pojawiają się regularnie, co miesiąc. Wynika to z faktu, że bardzo trudno mi zdefiniować ulubieńca. Często jestem wierna jednemu produktowi, czy też jednej serii produktów, a zanim coś stanie się moim ulubieńcem czasem musi minąć więcej czasu niż miesiąc i muszę go użyć więcej niż trzy razy. Niejednokrotnie zdarza się, że ulubieńcem staje się produkt, którego w mojej kosmetyczne nagle zabraknie, mocno odczuwam jego brak i chętnie w przyszłości do niego wracam. Taka niestandardowa ze mnie blogerka ;). 
Praktycznie większość kwietnia spędziłam Polsce. Ulubieńcy tego miesiąca byliby więc tacy sami jak ulubieńcy marca. W kwietniu moja skóra oszalała, podobnie jak pogoda. Po odstawieniu kwasów pojawił się wysyp. Do tego doszła alergia, zaogniony trądzik różowaty, zmiany grudkowo krostkowe i tragedia na twarzy gotowa. Było bardzo źle. Moja broda wyglądała jak pobojowisko. Codziennie nawiedzał mnie w tym miejscu nowy nieprzyjaciel. Uczulenie objęło również szyję i okolice dekoltu. Byłam zrozpaczona. Mimo wszystko zagryzłam zęby, wzięłam się w garść i pokonałam przeciwnika. Bo jak nie ja, to kto? Pisząc post teraz moja skóra wygląda całkiem dobrze, jest wyciszona, dobrze nawilżona, a na brodzie pozostały tylko cienie po dużych zmianach. Ale tfu, tfu i odpukać w niemalowane. 
Za to maj okazał się być przełomowy. Zrobiłam roszady w mojej toaletce, zaadoptowałam kilka nowości, które z miejsca pokochałam. Zmieniłam swój styl makijażu, wydaje mi się, że na lepsze. 
Jeśli ciekawi Was, jak poradziłam sobie z problemami skórnymi i co wywołało rewolucję w mojej kosmetyczce, to zapraszam jak zawsze do dalszej części wpisu...

Skinoren 20% krem przeciwtrądzikowy, bogaty krem brzozowy z Sylveco z betuliną, krem brzozowy z betuliną, krem brzozowy, krem przeciwtrądzikowy, kuracja przeciwtrądzikowa, Skinoren,

Dłuższą chwilę zastanawiałam się, czy polecić Wam ten produkt na blogu, w końcu to lek, maść z apteki. Możemy ją nabyć jednak bez recepty. Mowa o Skinoren 20% krem przeciwtrądzikowy. Jak w tym starym powiedzeniu, że tonący brzytwy się chwyta, tak samo ja chcąc poradzić sobie z problemem wysypu na brodzie, dekolcie i grudkach na policzkach powędrowałam do apteki po osławiony krem. W jego skład wchodzi kwas azelainowy, który jest mi znany z innych, podobnych produktów stosowanych w leczeniu trądziku różowatego, na który kurację przebyłam. Warto w tym miejscu wspomnieć, że aplikując ten krem powinniśmy stosować ochronę przeciwsłoneczną min. 20 SPF, a najlepiej kurację takimi specyfikami przeprowadzać w okresie jesienno-zimowym. Wracając do samego kremu, bo jest to właśnie krem, nie żel, nie maść, nie jest to tłusta i gęsta substancja. Stosowałam go najpierw miejscowo, na noc, na brodę i największe zmiany. Po pierwszej aplikacji czułam dość mocne pieczenie, świąd, ale po chwili wszystko ustało. Oczywiście po kilku pierwszych zastosowaniach rezultaty były mało widoczne, mimo to dostrzegłam, że stany zapalne nie rozwijały się dalej. Krem się wchłania, nie pozostawia żadnej warstwy, nie wysusza skóry na wiór w leczonym obszarze. Po dłuższym stosowaniu widziałam efekty, zwłaszcza na dekolcie. Zastosowałam go również na policzki, na zmiany grudkowo-krostkowe i pięknie sobie z nimi poradził. Można stosować go pod krem, gdy Skinoren już się wchłonie nakładać jakiś nawilżający produkt, w moim przypadku był to krem z Ziaji 10% d - panthenolu. Nie nakładałam go też codziennie, tylko co drugi dzień. Po dwóch miesiącach efekty są widoczne gołym okiem. Na mojej brodzie zostały tylko przebarwienia. Bardzo mi pomógł, dlatego postanowiłam o nim napisać. Pamiętajcie jednak, że to lek, który u każdego może sprawdzić się inaczej, może wywołać skutki uboczne, więc warto stosować takie rzeczy z rozwagą. 
Wsparciem w mojej walce z wysypem okazał się niespodziewanie bogaty krem brzozowy z Sylveco z betuliną. Przyznam, że byłam zdesperowana. Przed użyciem poczytałam o tym produkcie i wiele dziewczyn pisało, że przyczynił się u nich do zredukowania zmian na skórze. Krem ma konsystencję olejku, jest ciężki i tłusty. Stwierdziłam, że raz kozie śmierć i nałożyłam go na twarz cienką warstwą na noc. Rano moja wkurzona, zaczerwieniona skóra była obrazem łagodności :). Może przesadzam, ale faktycznie skóra była wyciszona, zmiany lekko zbladły, podrażnienie w okolicach mojej ekstremalnie wrażliwej szyi zniknęło. Byłam w ciężkim szoku, stosowałam go na zmianę ze Skinorenem. To bardzo fajny, naturalny kosmetyk. Aż trudno uwierzyć, ale cały brzozowy zestaw, który pokazywałam Wam tutaj, okazał się hitem. Wszystkie kosmetyki w nim zawarte ukazały się w ulubieńcach ;).

Mus do ciała ciasteczko  Nacomi, Nacomi mus do ciała, Nacomi, ciesteczkowy mus do ciała, lipowy płyn micelarny Sylveco, Sylveco,

Tak jak wspominałam powyżej, w skład zestawu brzozowego Sylveco wchodził lipowy płyn micelarny. To już moje drugie opakowanie, ale właśnie teraz, gdy moja skóra potrzebowała złagodzenia, sprawdził się idealnie. Jest jak nawilżająca emulsja, pozastawia na skórze delikatny film, ale się nie klei. Ma wspaniały skład, znajdziemy w nim ekstrakt z lipy szerokolistnej, ekstrakt z aloesu, panthenol. Moja skóra go piła, w dni, w które nie wykonywałam makijażu, stosowałam go do odświeżania twarzy. Miał bardzo pozytywny wpływ na moją cerę i również przyczynił się do jest powrotu do zdrowia. A teraz mała dygresja. Kiedy byłam w gimnazjum, poszłam do dermatologa z podejrzeniem atopii, oczywiście teraz już wiem, że była to raczej alergia spożywcza. Mądra Pani dermatolog zaproponowała mi sposób, by przemywać skórę naparem z lipy, bardzo mi ten patent pomógł i stosowałam go naprawdę długo. W tym toniku czuję powrót do przeszłości ;).
Pozostaniemy jeszcze chwile w temacie naturalnych kosmetyków. Mus do ciała ciasteczko z Nacomi stał się moim hitem od pierwszego powąchania. Przyznaje mu miano najbardziej naturalnie pachnącego kosmetyku jakiego miałam okazję używać. Zwykle zapachy balsamów imitują jedynie aromat czekolady, kakao, a po aplikacji na skórę pozostaje jedynie chemiczna mieszanka. W tym przypadku jest inaczej, to zapach czekoladowego musu, tak prawdziwy, że od samego zapachu człowiek czuje się głodny. Nie jest to też woń bardzo słodka czy przytłaczająca, a miałam co do tego obawy, bo stosując go na okres letni nie chciałam otaczać się czymś mdlącym. Po rozsmarowaniu zapach zostaje na skórze, ale w swojej subtelnej formie. Tyle o zapachu, co do działania, jest pięknie. Dzięki niemu poznałam co to znaczy prawdziwe odżywienie skóry, nie takie do następnego prysznica. Wyrównał koloryt skóry, delikatnie ją ujędrnił, łagodził podrażnienia po goleniu. Wspomnę też, że ten mus, to tak naprawdę olejek, coś jak olejek kokosowy, który pod wpływem ciepła ręki zmienia konsystencję. Gdy wyczujemy już odpowiednią ilość potrzebną do aplikacji kosmetyk ładnie się wchłonie i pozostawi pełną blasku, szczęśliwą skórę.

Aqua Allegoria Pamplelune marki Guerlain, cytrusowe perfumy, perfumy na lato,

Aqua Allegoria Pamplelune marki Guerlain, czyli perfumy które dostałam równo rok temu. Bardzo brakowało mi takiego typowo letniego, wakacyjnego zapachu. W inne pory roku lubię kompozycję ciężkie, otulające takie jak Si Armaniego czy Euphoria CK. Kilkukrotnie wspominałam też na blogu, że lubię zapachy naturalne lub spożywcze. Pamplelune już znałam, bo od kilku lat używała ich moja ciocia. Gdy spryskała nimi swoje gęste, rude loki, to zapach unosił się za nią aż do późnego wieczora, roztaczając woń świeżych cytrusów po upalnym Wrocławiu. Tak to pamiętam, Wrocław skąpany w słońcu i ten zapach. Nie byłam do końca przekonana, czy będzie mi pasował. Jest to aromat specyficzny, grejpfrutowy, lekko cierpki. Pozwoliłam sobie wypróbować zapach u samej właścicielki i zdecydowałam się zakupić swoją butelkę. Nie wyobrażam sobie teraz innych perfum na okres letni, jest to idealnie odświeżający, cytrusowy koktajl. Niestety nie utrzymuje się u mnie tak długo, jak u mojej cioci, chociaż może to tylko złudzenie. Mam związane z nim bardzo miłe wspomnienia, kocham zapachy, które mi się z czymś kojarzą. Jeśli będziecie mieli kiedykolwiek okazję, to polecam powąchać ten zapach w perfumerii :).

Maybelline Face Studio Róż w kolorze 40 Pink Amber, Golden Rose powder blush w kolorze 02Terra Nut, Catrice prime and fine 010, Mineral Terracotta Powder z Golden Rose 04, bronzer Golden Rose, róż Golden Rose, Catrice bronzer,

Na koniec kategoria makijaż. Tak jak wspominałam we wstępie, zrobiłam małą reorganizację. W mojej toaletce od dawna wiało nudą, potrzebowałam nowości. Zmiany nastąpiły również z potrzeby, bo na mojej wysypanej buzi każdy rozświetlający róż wyglądał niekorzystnie i podkreślał każdą nierówność na twarzy, a takich do tej pory namiętnie używałam. Oglądając makijaże na YT natknęłam się na kilka nowości, które od razu wpadły mi w oko. Mowa o dwóch wspaniałych różach, czyli Maybelline Face Studio Róż w kolorze 40 Pink Amber i Golden Rose powder blush w kolorze 02 Terra Nut. Pierwszy to piękny, zachowawczy kolor zgaszonego różu, a drugi to subtelna, ciepła brzoskwinia. Nie wiem dlaczego tak długo unikałam matowych produktów do policzków, może bałam się plam, smug, mocnej pigmentacji. Z moimi nowymi różami pracuje się wyśmienicie, dwoma machnięciami pędzla można nimi wyczarować efekt naturalnego rumieńca. Trwałość również jest niczego sobie. Bardzo polecam Wam te produkty. 
Kolejną nowością jest zestaw do konturowania z Catrice prime and fine bronzer plus rozświetlacz w kolorze 010. Bronzer dzięki chłodnemu odcieniowi idealnie nadaje się do konturowania, poprzez swoją delikatna pigmentację nie tworzy plam, ładnie rozprowadza się na policzku, imitując naturalny cień. Bardzo lubię efekt, który dzięki niemu osiągam. Dodam, że w konturowaniu twarzy jestem początkująca, szukam więc kosmetyków łatwych w pracy, którymi nie zrobię sobie krzywdy. Cięgle się uczę, a ten produkt bardzo mi to ułatwia. Rozświetlacz w chłodnym odcieniu również jest niczego sobie, nie wiem więc czemu wiele osób zarzuca mu brak trwałości i słabe działanie. Na moich policzkach nadaje bardzo miękki efekt tafli, zdrowej skóry. Moim zdaniem jest do efekt idealny na co dzień, bez dyskoteki, którą funduję na przykład Mary Lou Manizer.
Ostatnim produktem jest Mineral Terracotta Powder z Golden Rose o numerze 04. Wydaje mi się, że to bardzo znany produkt. Gdy doszłam do wniosku, że konturować się nim za bardzo nie da, zaczęłam używać go do ocieplania twarzy. Biorę większy pędzel do pudru i omiatam nim twarz, niby konturując, ale bardziej rozcierając. Puder ten nadaje efekt skóry muśniętej słońcem, złotej opalenizny. Jest delikatnie satynowy, co dodaje naszej cerze blasku. Ciężko też z nim przesadzić, jest dość delikatny. Mocno polubiłam go za ten efekt i w ostatnim czasie używałam go zdecydowanie najczęściej ;)

I to już wszyscy ulubieńcy. Bardzo przepraszam Was za małe opóźnienie, ale zależało mi na tym, żeby te produkty na blogu pokazać i jak to mówią, lepiej późno niż wcale ;). 

Czy któryś z moich ulubieńców szczególnie Was zainteresował? A może są to produkty bardzo dobrze przez Was znane? Jak zawsze czekam na Wasze komentarze, sprawiacie mi nimi ogromną przyjemność! ;-)

40 komentarzy:

  1. Catrice prime and fine - nie wiem czemu, ale ten kosmetyk bardzo źle trzyma się na policzkach:( może to kwestia nieodpowiedniej aplikacji..
    a tak poza tym bardzo pomocny artykuł :)
    pozdrawiam fashiolka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie trzyma się całkiem przyzwoicie, nakładam go pędzlem z Hakuro. Mimo wszystko nie testowałam go jeszcze w ekstremalnych warunkach od rana do późnego wieczora, ale dla mnie trwałość 8-10 godzin jest w porządku, zawłaszcza w tak niekorzystnych warunkach pogodowych jak teraz ;)

      Usuń
  2. Bez pudru Golden Rose nie wyobrażam sobie obecnie makijażu :D Daje cudowny efekt "glow" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie wyobrażam bez niego lata ;)
      Zwykle nie opalam twarzy a ramiona i ręce mam opalone i tym bronzerem ładnie przyrównuję różnicę w tonacji mojej skóry :)Daje naprawdę piękny, naturalny efekt! ;)

      Usuń
  3. Te perfumy są piękne! Chyba najbardziej mi się podobają z całej linii Aqua Allegoria :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się, że innych nie miałam chyba okazji powąchać, lub nie pamiętam :) Wiem jedynie, że to są również świeże, owocowo roślinne, lub ziołowe kompozycje.

      Usuń
  4. Mam dwa odcienie tych bronzerów GR - fajnie się z nimi współpracuje !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam w ciemni osławione w sieci 04 i na szczęście trafiłam z kolorem ;D

      Usuń
  5. Mam te perfumy i je kocham.
    Moje ukochane.
    Jak się skończą to zakupię kolejny flakonik.
    Pozdrowionka serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w nich jest prawda? Ale nie każdemu się podobają, słyszałam nawet głosy, że przypominają kocie siki..-.-
      Nawet jeśli to to też mi się podoba, lubię koty ;).
      Pozdrawiam również!

      Usuń
  6. ja za to nie lubię sie z tym micelem.. chyba jestem jedyna :C za to przez Maxi jestem skuszona ta terracotta z Golden Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest specyficzny, makijażu oka na pewno nie domyje, jest bardzo delikatny. Stad może się u wielu nie sprawdzać.
      Mnie Maxi na ten bronzer skusiła już rok temu 😉

      Usuń
  7. Znam właściwie tylko Skinoren:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się Skinoren u Ciebie spisał ? Byłaś zadowolona ? ☺️

      Usuń
  8. Również używałam Skinorenu przez 3 miesiące, ale u mnie się niestety nie sprawdził za bardzo. Wypryski dalej wyskakiwały podczas jego używania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tez taj było, ale po 2 miesiącach wszystko ustało. Zależy jakie masz podłoże trądziku, u mnie zmiana diety również bardzo pomogła. Ograniczyłam nabiał praktycznie do zera.
      Chyba nawet na ulotce skinorenu jest wzmianka ze efekty są po dłuższym okresie używania ☺️ Lub może faktycznie na Ciebie nie działa 🙁

      Usuń
    2. W sumie jem dość dużo nabiału, może rzeczywiście w tym tkwi problem.. ;/

      Usuń
    3. Mi tak podpowiedziała dermatolog, na początek żeby postarać się ograniczyć. Teraz stosuję roślinne zamienniki, ale trudno całkowicie uniknąć nabiału np. ser na pizzy itd. Po porcji lodów śmietankowych potrafi mnie ładnie wysypać. Może poczytaj na ten temat coś więcej ;)

      Usuń
  9. Lubię produkty od Golden Rose i Catrice - kiedyś kupiłam jakiś pojedynczy cień i pozytywnie zaskoczył mnie swoją pigmentacją. Ja też preferuje jednak matowe wykończenia róży, ale pokusiłam się ostatnio na coś satynowego - czekam na przesyłkę, zobaczymy czy się polubimy :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten z Maybelline również jest w wykończeniu taki jakby satynowy, ale nie mocno połyskujący, bliżej mu do matu ;)
      Catrice i GR mają coraz więcej perełek ;)

      Usuń
  10. Ja mam prawie same matowe róże do policzków i długo nie mogłam się przekonać do rozświetlających :D Dalej jeszcze nie kupiłam tego różu z Golden Rose, muszę w końcu iść go obczaić, bo za każdym razem, jak go u Ciebie widzę, to bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam go ;) Pięknie wygląda w połączeniu z tym bronzerem z GR ;) Tworzą udany, letni duet ;)

      Usuń
  11. te perfumy mnie korcą:D gdybym nie miała tyle w zapasie flakonów to bym brała;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ☺️ a moze uda sie kupic mniejsze opakowanie 50ml? To dobra ilosc jesli chodzi o perfumy 😉 ja mam zwykle same 100ml i uzywam ich latami...

      Usuń
  12. Nie zazdroszczę ci takich przygód i problemów ze skórą :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nieraz mnie nawiedzają takie problemy, ale nie narzekam, polubiłam swoją skórę mimo to, mogłoby być gorzej. Cieszę się z tego co mam ;)

      Usuń
  13. Bardzo lubię rzeczy od GR ale tych, które pokazujesz nie znałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tego dołożyłabym jeszcze ich podkład mineralny, który zapewne znajdzie się w kolejnych ulubieńcach ;)

      Usuń
  14. Krem z Sylveco kiedys byl i moim ulubieńcem, mialam dwa opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten tłusty? Czy ten lekki? U mnie oba sprawdziły się świetnie ;)

      Usuń
  15. Zaciekawił mnie ten krem ;) przydałby mi się taki produkt w mojej kosmetyczce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krem jest bardzo niepozorny, ale ma świetne działanie. Myślę, że w sezonie jesienno zimowym sprawdzi się jeszcze lepiej ;)

      Usuń
  16. Wypiekany GR zdecydowny hit :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki niemu przestałam bać się bronzerów ;)

      Usuń
  17. mnie zainteresował ten wypiekany róż, moi ulubieńcy to zdecydowanie pyłki z semilaca i podkład z vichy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba żaden z tych róży nie jest wypiekany ;))
      Ja lubię tylko lustrzany pyłek z Naonail ;)

      Usuń
  18. Niczego nie miałam. Na niedoskonałości lubię stosować maść Benzacne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej maści też slyszalam, ale nigdy nie miałam okazji używać ;)

      Usuń
  19. Miałam kilka podejść do Skinorenu, używałam go długo, ale niestety mi nie pomógł, a dodatkowo wzmagał przetłuszczanie :(
    Jestem bardzo ciekawa tych perfum, muszą pachnieć cudownie. Obserwuję i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sprawdził się dobrze, ale wiem, że u każdego może być inaczej. Perfumy polecam powąchać przy najbliższej okazji, z tej serii jest jeszcze kilka naturalnych, lekkich, rzeźwiejących zapachów na które sama mam ochotę ;)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz, sprawiasz mi nim ogromną przyjemność oraz motywujesz do dalszego działania.
Na każdy komentarz staram się odpowiadać.
Zachęcam Cię również do obserwowania mojego bloga oraz śledzenia mojego profilu w aplikacji Instagram.